Swiatlo i auto

O swietle u mnie opowiem.
Trzy lata temu to bylo, zaprawiony w bojach z huna juz troche bylem jednak nigdy jeszcze nie robilem niczego szybko i 'na wczoraj'. Tymczasem zaszla taka wlasnie potrzeba - otoz potrzebny stal sie nam samochod. Niestety - dochody mielismy zadne prawie bo Renia-zonka nie pracowala (Natalisko mialo miesiac) ja zas zarabialem w sam raz na biezace utrzymanie, zasobow finansowych tez zero. Slowem - zadnych widokow na kupno auta za wlasne pieniadze, logicznie rzecz biorac. Na dodatek wiedzielismy, ze stare auta sie psuja i sypia i trzeba do nich dokladac ciagle (czyli potrzebne pieniadze) i dlatego starucha nie chcielismy, marzylo nam sie auto najwyzej 8-10 letnie i to normalnych rozmiarow, a nie pudelko F126p.
Wymyslilismy sobie wiec, ze za 5 miesiacy bedziemy miec wlasne auto i nim pojedziemy z maluchem w kieleckie strony.
Jednak czas mijal a tu nic sie nie zmienialo, ani auta ani pieniedzy na auto jak nie bylo tak nie bylo.
Jednak trwalismy uparcie i wbrew logice przy swej decyzji.
Z jednej strony nie wyobrazalismy sobie podrozy w niemowlakiem pociagiem, wiadomo, trudna sprawa.
Z drugiej jednak obiektywnie wiedzielismy i widzielismy, ze nie stac nas na auto. Pojawialy sie watpliwosci i usprawiedliwienia typu 'auto truje i kopci', 'teraz tak duzo samochodow i nie ma jak pojezdzic', 'samochod to w gruncie rzeczy klopot', itp.
W miare jak czasu ubywalo nasze watpliwosci rosly, w koncu zostalo dwa tygodnie do zamierzonego terminu (wyznaczylismy wczesniej date z dokladnoscia do dnia) i miny mielismy nietegie... Na dodatek rodzice z kieleckiego dzwonili i gdy mowilismy im, ze przyjedziemy samochodem to usmiechali sie i mowili 'oj dzieci, dzieci, jakim samochodem...'. Slowem - budowali w nas zaufanie :-))))
W koncu wieczorem nie wytrzymalem i stwierdzilem, ze trzeba cos zrobic. Ale nie cos materialnego typu ukrasc czy wygrac pieniadze, lecz cos, co mowila mi siedzaca w glowie wiedza bazujaca na hunie. Poczekalem az swiat sie uspokoi i przyjdzie ciemnosc a rodzina pojdzie spac, siadlem samotnie w kuchni przy swieczce, przygotowalem zgodnie z przepisem modlitwe huny o samochod i zabralem sie do jej wykonywania.
A wiec wizuzalizacja, naladowanie energia i poslanie.
I - pierwszy chyba raz - zgodnie z przepisem po tym zabiegu w spokoju siedzialem i czekalem na odpowiedz.
I wtedy przyszlo Swiatlo - to znaczy nagle u gory pod sufitem ujrzalem jasnosc. Nie podnioslem oczu wiec widzialem ja tylko katem oka, niewatpliwie jednak bylo to niecodzienne dla mnie zjawisko.
Jasnosc stawala sie mocniejsza i mocniejsza, w pewnym momencie zas poczulem dreszcze biegajace wzdluz kregoslupa i po karku, do oczu naplynely lzy a serce wypelnila sie niespodziewanie ogromna radosc. Siedzialem tak i plakalem i czulem ogromna wdziecznosc oraz pewnosc, ze moja modlitwa jest spelniona. Odeszly wszelkie watpliwosci a ja zostalem tak naladowany wtedy, ze do rana zasnac nie moglem (byla 2 w nocy) i lezalem tylko przewracajac sie z boku na bok, placzac z radosci i cieszac sie ze spelnienia modlitwy.
Rano Renia po przebudzeniu zobaczyla mnie jasniejacego i tryskajacego energia i optymizmem, powiedziedzialem jej tez 'bedziemy miec samochod' i ona uwierzyla, choc ten moj wyskok byl tak ni z gruszki ni z pietruszki.
I od tego dnia zdarzenia zaczely sie toczyc lawinowo tak, ze w efekcie po dwoch tygodniach dokladnie w wyznaczonym pol roku wczesniej dniu stalismy sie wlascicielami pierwszego w naszym zyciu samochodu - pieknego wielkiego mercedesa 123 240D, ktory potem przez jakis czas dzielnie nam sluzyl.

Bastian

--
"Nie ma ciszy na szczytach gor,
nie ma zgielku na targowiskach miast,
jedno i drugie jest w sercu czlowieka"

wschodnie

Sebastian pisze | strona główna